Duke Nukem

duke_nukem.jpg

Król może być tylko jeden. To samo dotyczy gier w rodzaju First Person Shooter. Tutaj ukonorować można tylko jedną głową – z krótko przystrzyżonymi blond włosami i bohaterskim, choć niezbyt refleksyjnym uśmiechem na twarzy. Mowa o oczywiście Duke Nukem.

Wprawdzie tytuł gry sugerowałby raczej, że główny bohater jest księciem, ale stary gracz wie, że to tylko zbędna kurtuazja. Duke otwiera dowolne drzwi butem, a jest wirtuozem bazooki i nie wie nawet jak się pisze „strach”. Lepiej dać mu zasłużone miano króla, nim będzie za późno. Wiele gier komputerowych balansuje pomiędzy zagadkami intelektualnymi, interesującą fabuła i akcją.

W przypadku Duke Nukem nie ma mowy o żadnym balancie. To akcja w czystej postaci. Potężne giwery, jeszcze więksi wrogowie i niewykonalne misje do wykonania – to raj dla Duke’a. Jedyna rzecz, nad którą warto się tutaj zastanowić to, kiedy nacisnąć spust i czy zostało jeszcze trochę amunicji.

Duke Nukem to facet z krwi i kości, a przede wszystkim – mięśni. Jego wysiłki nie są jednak daremne. Duke nie chce ratować świata, a własne życie również się nie boi. Po prostu na końcu każdego levela czeka skąpo ubrana księżniczka.

Zupełnie jak w Mario, tylko w wersji dla starszych graczy. Seria Duke Nukem w latach świetności była nieskończonym źródłem rozrywki. Niestety mało zabawne okazało się czekanie na potencjalny hit – Duke Nukem Forever. Podobnie jak w przypadku każdego tytułu, którego premiera jest przekładana z roku na rok przez całą dekadę, gra w końcu wyszła, ale nie zachwyciła nikogo.

Król niestety sam się zdetronizował – liczmy na to, że jeszcze kiedyś powróci w chwale.

Zostaw odpowiedź